|
Miasto zarobi krocie na sprzedaży udziałów
Michał Wojtczuk2008-01-20, ostatnia aktualizacja 2008-01-21 09:03
Hotel Westin i Atrium International Business Center w al. Jana Pawła II wybudowane przez Skanską na ziemi miasta Fot. Jacek Łagowski / AG
Ratusz sprzeda udziały w spółce budującej biurowce przy al. Jana Pawła II. Dostanie za nie 95 mln zł - dwa razy więcej, niż tuż przed wyborami samorządowymi chciały za nie PiS-owskie władze stolicy. Kolejne ponad 300 mln zł może przynieść ratuszowi sprzedaż udziałów w Złotych Tarasach.
Spółkę Rondo Wasa w grudniu 1997 r. założyły władze ówczesnej gminy Centrum ze szwedzką firmą Skanska. Miasto wniosło do tej spółki 9,7 tys. m kw. ziemi w samym centrum miasta, przy al. Jana Pawła II tuż obok ronda ONZ, Szwedzi zaś wzięli na siebie koszta zbudowania tu kompleksu biurowo-usługowego. Teraz miasto zamierza sprzedać swoje udziały w tej spółce. - Rozmowy zbliżają się do końca. Myślę, że w ciągu miesiąca powinniśmy podpisać porozumienie - powiedział nam Mats Johansson, dyrektor spółki Skanska Property Poland (spółka-córka Skanskiej), która na działce Ronda Wasa w ubiegłym roku zaczęła budowę 14-piętrowego biurowca Atrium City. Obok niego chce jeszcze zbudować 14-piętrowy budynek u zbiegu al. Jana Pawła II i ul. Pereca, a na jego tyłach - 36-piętrowy przeszklony wieżowiec. Skanska czeka, aż na te dwa budynki miasto wyda warunki zabudowy.
Jarosław Kochaniak, wiceprezydent miasta, powiedział niedawno "Rzeczpospolitej", że ratusz za udziały w Rondo Wasa wynegocjował 95 mln zł. To dwa razy więcej, niż za te same udziały dwa lata temu chcieli urzędnicy stołecznego ratusza pod rządami Kazimierza Marcinkiewicza. Wynajęci przez ratusz wrocławscy rzeczoznawcy z firmy Accord'Next wycenili je na niespełna 46 mln zł i oferta opiewająca na taką właśnie kwotę została złożona Skanskiej w październiku 2006 r. tuż przed wyborami samorządowymi.
- Skorzystaliśmy z tego, że propozycja przedłożona stronie szwedzkiej nie była formalną ofertą i nie podtrzymaliśmy jej. Moim zdaniem tamta wycena była znacząco zaniżona - uważa Kochaniak.
- Transakcje po takich cenach w tamtym czasie się zdarzały - zaprzecza Małgorzata Żółtowska, ekspert do spraw wycen gruntów w Europie Centralnej z agencji Jones Lang LaSalle. - Można było co prawda już wtedy wyczuć, że ceny idą w górę. W ciągu 2007 r. działki w centrum miasta zdrożały dwukrotnie - tłumaczy.
Spółka Rondo Wasa to jeden z przykładów tzw. lex guzi (od Jerzego Guza, wiceburmistrza gminy Centrum) - budzącego ogromne kontrowersje inwestowania majątku miejskiego w spółkach z arbitralnie wybranymi firmami. - Nie oceniam negatywnie transakcji polegających na wnoszeniu do spółki nieruchomości miejskich. To normalna działalność biznesowa - mówi Jarosław Kochaniak. Zaraz dodaje - Pomysł był do zaakceptowania, ale podpisane umowy były niekorzystne, bo uprzywilejowały partnera prywatnego. Ale nawet zakładając napisanie poprawnych umów, nie zdecydowałbym się dziś na wniesienie miejskiej działki do tego typu spółki, tylko wystawiłbym grunt na przetarg. Zadaniem miasta nie jest wchodzenie w przedsięwzięcia mające na celu budowy biurowców - przekonuje wiceprezydent.
Wkrótce po zakończeniu negocjacji ze Skanską, ratusz rozpocznie rozmowy z firmą ING Real Estate o sprzedaży miejskich udziałów w spółce Złote Tarasy, do której należy centrum handlowe obok Dworca Centralnego. Ta spółka też została założona przez gminę Centrum, która wniosła do niej grunt wyceniony w 1998 r. na 57 mln zł (nawiasem mówiąc, prokuratura zarzuciła miejskim urzędnikom, że była to kwota rażąco zaniżona). Dziś 23 proc. tej spółki należy do stolicy. Ile mogą być warte? Ratusz zlecił ich wycenę, ma być gotowa w marcu. Ale coś można powiedzieć na podstawie umowy zawartej na jesieni ub.r. przez ING Real Estate z francusko-holenderskim konsorcjum Unibail-Rodamco. ING zobowiązało się wtedy, że gdy już przejmie udziały miasta, połowę akcji Złotych Tarasów sprzeda konsorcjum za 190 mln euro. To oznaczałoby, że ratusz może się spodziewać wpływów rzędu 90 mln euro, czyli ok. 320 mln zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Sprzedaż tylko z certyfikatem
Jolanta Nowak2008-01-29, ostatnia aktualizacja 2008-01-29 16:52
Przed spółdzielniami, zarządcami i właścicielami domów stoi nowe wyzwanie. Muszą zdobyć certyfikaty energetyczne dla nieruchomości. A to nie lada kłopot, bo nie ma kto ich wystawiać
Chcesz kupić mieszkanie lub dom? Przeszukaj nasze oferty Chcesz sprzedać mieszkanie? Dodaj ogłoszenie w naszym serwisie
Zgodnie z przepisami nowelizującymi prawo budowlane za kilka miesięcy na polskich blokowiskach, osiedlach domków jednorodzinnych i w kamienicach powinna pojawić się rzesza audytorów. Zadaniem specjalistów - w myśl przepisów - byłoby zbadanie stanu budynku pod kątem jego szczelności, a potem wydanie certyfikatu energetycznego budynku. Najprawdopodobniej tak się nie stanie. Bo choć wprowadzono powinność posiadania dokumentów, nie ma specjalistów, którzy by je wydali. Brakuje też rozporządzeń wykonawczych.
Bez certyfikatu cena spada
Jeśli dosłownie interpretować treść przepisów, taka sytuacja może sparaliżować rynek nieruchomości. Bez wystawionego przez rzeczoznawcę świadectwa określającego poziom zużycia energii notariusz - poczynając od 1 stycznia 2009 roku - nie będzie mógł bowiem sporządzić aktu sprzedaży mieszkania czy domu. Bez niego nie będzie też można wynająć lokalu. Specjaliści jednak widzą lukę w interpretacji. - Ustawa mówi, że obiekt, który wchodzi do obrotu: jest z rynku pierwotnego, wtórnego, do najmu czy kupna, powinien - co nie znaczy musi - posiadać certyfikat - wyjaśnia Janusz Schmidt, rzecznik prasowy Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. - Jednak rozsądny klient wiedząc o istnieniu takiego dokumentu, będzie go wymagał. Jeśli właściciel nie będzie go miał, kupujący będzie zbijał cenę - dodaje.
Z wagi dokumentu zdają sobie sprawę niektórzy deweloperzy i myślą o wprowadzeniu energetycznych rozwiązań w planowanych inwestycjach.
Audytorów od zaraz
Obowiązek zdobycia dokumentu będzie spoczywał na spółdzielniach, zarządcach, wspólnotach i właścicielach prywatnych domów. Według szacunków Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości w 2009 roku konieczne będzie wystawienie ok. 1 mln certyfikatów. Kto będzie kontrolował budynki? Specjaliści z wyższym wykształceniem, po dwusemestralnej szkole policealnej lub kursie zakończonym egzaminem. Z urzędu pozwolenie na wykonywanie zawodu dostaną jedynie inżynierowie budowlani z odpowiednią specjalizacją. Audytorzy muszą wykazywać się wiedzą o materiałach budowlanych, posiadać umiejętność czytania projektów budynków i obsługiwania urządzeń pomiarowych. - Czas nagli, a specjalistów brak. Aby ich wykształcić, potrzeba co najmniej sześciu miesięcy - mówi rzecznik PFRN. Z trudnej sytuacji zdają sobie sprawę także władze. - Przyjęcie w Polsce metodologii obliczania charakterystyki energetycznej budynku to jeden z najtrudniejszych elementów wdrożenia Dyrektywy 2002/91/WE Unii Europejskiej w sprawie charakterystyki energetycznej budownictwa - stwierdziła podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa podczas konferencji "Świadectwa Energetyczne".
Mieszkania w kurortach. Ryzyko i szansa na zarobek
Marek Wielgo2008-01-27, ostatnia aktualizacja 2008-01-28 09:26
Na mieszkaniach czy działkach w największych aglomeracjach raczej nie da się już zbić fortuny w krótkim czasie. Doradcy nieruchomościowi podsuwają więc żądnym zysków inwestorom nowy pomysł.
ŚREDNIE CENY MIESZKAŃ WAKACYJNYCH Chcesz kupić mieszkanie lub dom? Przeszukaj nasze oferty Chcesz sprzedać mieszkanie? Dodaj ogłoszenie w naszym serwisie
- Nie należy się nastawiać na duże i szybkie zyski z inwestycji w najbardziej popularnych miejscowościach turystycznych, takich jak Zakopane, Sopot czy Jurata - zastrzega Paweł Grząbka z firmy CEE Property Group. Tam ceny apartamentów rosły w poprzednich latach bardzo szybko i sięgają już nawet 20 tys. zł za m kw.
Natomiast prawdopodobnie nie jest jeszcze za późno na tego typu inwestycje w Wiśle, Karpaczu, Szklarskiej Porębie, Świnoujściu, Kołobrzegu, Krynicy Morskiej czy Darłowie. - W tych miastach ceny dopiero zaczynają rosnąć. Np. w Wiśle nowo budowane apartamenty "pod klucz" podrożały w ciągu ostatnich 12 miesięcy o blisko 60 proc. - mówi Grząbka.
Przyznaje, że tego typu inwestycje są obarczone większym ryzykiem niż kupno mieszkania w Warszawie, Krakowie czy we Wrocławiu. - W przypadku spowolnienia gospodarki, o wiele bardziej prawdopodobny jest spadek cen mieszkań wakacyjnych - wyjaśnia ten analityk.
Jako przykład podaje Hiszpanię, gdzie w ubiegłym roku spadły ceny apartamentów budowanych właśnie w miejscowościach turystycznych. - W aglomeracjach miejskich ten spadek był mniej zauważalny - opowiada Grząbka.
W dodatku ze względów klimatycznych, polski rynek mieszkań wakacyjnych jest o wiele płytszy niż hiszpański. Wystarczą stosunkowo niewielkie zmiany popytu na apartamenty lub ich podaży, by zachwiać cenami. Grząbka twierdzi jednak, że w najbliższych pięciu latach chętnych na własne M nad morzem, w górach lub na Mazurach będzie przybywało szybciej.
Podobnego zdania jest Karol Dzięcioł, konsultant firmy doradczej Reas. Zwraca uwagę na rosnące dochody i mobilność Polaków oraz ich wydatków na turystykę i rekreację.
Analitycy radzą inwestować tam, gdzie jest możliwość uzyskania pewności najmu. - Kupujący ma np. zagwarantowaną stałą miesięczną kwotę za udostępnienie lokalu firmie zarządzającej wynajmem. Czasem kwota ta zależy od obłożenia lokalu. Firma zarządzająca pobiera wówczas część dochodu z najmu - wyjaśnia Grząbka.
Sęk w tym, że w naszym kraju brakuje profesjonalnych firm zarządzających mieszkaniami i domami wakacyjnymi. Najczęściej w tej roli występują biura i agencje turystyczne. - Deweloperzy rzadko biorą na siebie ryzyko najmu - przyznaje Grząbka.
- Naszą największą polską inwestycję Baltic Park w Świnoujściu obsługują cztery agencje turystyczne, które oprócz np. biletów na prom mają w swojej ofercie wynajem apartamentów - potwierdza Jacek Twardowski z duńskiej firmy deweloperskiej Kristensen Group.
Jest jednak przekonany, że taki stan rzeczy nie potrwa długo, bo wraz z rozwojem rynku mieszkań wakacyjnych pojawią się i ich zarządcy. - Kto pierwszy się obudzi i zainauguruje tego typu działalność, ten wygra. Na Zachodzie firmy zarządzające mają nawet 25-proc. marże - mówi Twardowski.
Ale równocześnie podkreśla, że aby inwestycja w danej miejscowości miała sens, sezon turystyczny musi w niej trwać dłużej niż trzy, cztery miesiące. Konieczne są więc inwestycje w poprawę infrastruktury oraz zaplecza usług turystycznych.
Kristensen Group zapowiada, że Świnoujście będzie tętniło życiem niemal przez cały rok, bo w sąsiedztwie apartamentowców powstaną m.in. hotel, restauracje i kawiarnie, basen oraz najdłuższe molo w Polsce.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|