|
Rekordowa cena za metr ziemi w Katowicach
Tomasz Malkowski2008-01-21, ostatnia aktualizacja 2008-01-23 08:24
Rekordowa cena za metr działki w Katowicach! Wrocławski deweloper za hektar ziemi zapłacił 80 mln zł, co daje 8 tys. zł za m kw. Żeby inwestycja się zwróciła, musi tu powstać drapacz chmur
Tak będzie wyglądał Sky Tower we Wrocławiu. Jeszcze nie wiadomo ile pięter będzie miał wieżowiec, który stanie przy najdroższej działce w Katowicach
SERWISY
Co się buduje na Śląsku
Chcesz kupić mieszkanie lub dom? Przeszukaj nasze oferty Chcesz sprzedać mieszkanie? Dodaj ogłoszenie w naszym serwisie
Działkę przy al. Roździeńskiego odkupił od firmy Multirondo deweloper LC Corp - spółka należąca do jednego z najbogatszych Polaków Leszka Czarneckiego.
Na działce, która znajduje się w pobliżu campusu Uniwersytetu Śląskiego powstanie zapewne drapacz chmur, bo tylko taka inwestycja gwarantuje zwrot poniesionych nakładów. - Postaramy się o pozwolenie dla jak najwyższego budynku. Dominować w nim będzie funkcja biurowa, ale pojawią się też apartamenty. W budynku nie zabraknie też pięter, w ktorych ulokujemy sklepy i zakłady usługowe - mówi Artur Wiza, rzecznik prasowy LC Corp.
Szansa na to, by w tym miejscu powstał drapacz chmur jest duża, bo w pobliżu stoi 125-metrowy Altus, najwyższy budynek na Górnym Śląsku. Niedaleko są słynne "gwiazdy" - bloki mieszkalne, które mają po 81 m.
Spółka LC Corp buduje właśnie we Wrocławiu najwyższy budynek w Polsce - zespół Sky Tower, którego wieża mieszkalna osiągnie 258 m. - W Katowicach nie będziemy stawiać aż tak wysoko, ale zależy nam na ponadstumetrowym budynku. Przed nami uzgodnienia z miastem - dodaje Wiza.
LC Corp ma już jedną działkę w Katowicach. Pod koniec zeszłego roku kupiła 10 ha ziemi przy ulicy Ceglanej. Zapłaciła za nią 115 mln zł. Ma tutaj powstać osiedle mieszkaniowe.
Do tej pory LC Corp inwestował głównie we Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku i Łodzi. - Katowice to dla nas kolejne ważne miasto, szykujemy się tu do wielkich inwestycji. Zainteresowały nas atrakcyjne działki, o które coraz trudniej w innych dużych miastach - wyjaśnia Wiza.
Dwie ostatnie transakcje wrocławskiego dewelopera będą miały znaczący wpływ na ceny gruntów w Katowicach. Raczej nie powtórzy już się sytuacja, gdy dwa lata temu firma Gant Development za 1,3-hektarową działkę na tyłach Spodka zapłaciła tylko 6 mln zł. Metr kwadratowy gruntu wyceniono wtedy na niespełna 500 zł, czyli była 16 razy taniej od działki przy al. Roździeńskiego.
- Ceny gruntów w śródmieściu będą rosły, ale nie można zapomnieć, że ich wartość zależy od tego, co można na nich postawić. Im więcej metrów powierzchni użytkowej można zmieścić, tym działka droższa - wyjaśnia Marek Wollnik, prezes Metropolis Nieruchomości Komercyjne.
Rekordowa cena za grunt w Katowicach, w skali kraju nie powala jednak na kolana. W Warszawie za m kw. działki w śródmieściu płaci się nawet 30 tys. zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
Przestronne pokoje, wielkie okna, idealna okolica? Niekoniecznie. To co zachwyca nas na zdjęciach zamieszczanych przy ofertach sprzedaży mieszkań, w rzeczywistości bywa dalekie od ideału. Na co uważać, oglądając mieszkaniowe fotki i grafiki?
Chcemy kupić mieszkanie. Przeglądamy gazetowe oferty gdzie sprzedający podaje cenę, lokalizację a czasem nawet krótki opis lokalu. Niby wszystko jasne, ale nie do końca. Nie zawsze dajemy wiarę zapewnieniom o "cudownej" okolicy a nawet przy bujnej wyobraźni trudno czasem zobaczyć oczyma duszy "przestronne 30 m.kw" czy "przytulne pokoje" w starej kamienicy, gdzie ściany mają 4 metry wysokości więc pomieszczeniom do przytulności daleko. Z pewnością pomogłoby zdjęcie, na podstawie którego nabralibyśmy przynajmniej ogólnego pojęcia o naszym wymarzonym M, ale w gazetowych ogłoszeniach drobnych nie ma na to miejsca. Jest za to w internecie. Od kilku lat skwapliwie wykorzystują tę możliwość zarówno indywidualni posiadacze mieszkań na sprzedaż jak i agencje obrotu nieruchomościami. Korzystają z tego potencjalni kupcy. W każdej mieszkaniowej wyszukiwarce istnieje opcja "tylko ze zdjęciem". Zaznaczając ją można przebierać w bogato ilustrowanych ofertach.
I dobrze, w końcu nikt nie chce kota w worku. Tylko jak zorientować się na ile dana fotka odzwierciedla rzeczywistość? Czy salon rzeczywiście jest tak ogromny a całość tak jasna? A może mieszkanie specjalnie do zdjęcia zostało odświeżone, odkurzone i w ogóle "podrasowane"?
- Zarówno agencji sprzedaży nieruchomości jak i właściciele, którzy chcą sprzedać lokal robią wszystko, by wyglądał on jak najlepiej. Nie wystarczy odkurzenie podłóg i umycie okien, by uzyskać jak najlepszą cenę i przekonać potencjalnych nabywców do zakupu. Nierzadko wynajmuje się nawet dekoratora wnętrz, by zajął się pomieszczeniem i szybko doprowadził je do porządku - mówi Danuta Graft, agentka nieruchomości z amerykańskiego odziału Century 21 - Ja nie musze tego robić, bo z wykształcenia jestem plastykiem i jeszcze w Polsce pracowałam w teatrze jako scenograf - śmieje się pani Danuta - Czasem wystarczy naprawdę nie wiele - miły akcent w ciemnym, brudnym kącie, zdjęcie firanek by w pokoju było jaśniej, odpowiednie ustawienie mebli. To wszystko sprawia, że nawet nieciekawe mieszkanie natychmiast wygląda lepiej - dodaje.
Przeglądając internetowe oferty łatwo dostrzec, że również w Polsce do przygotowania mieszkania na sprzedaż podchodzi się z coraz większym profesjonalizmem. Widać to zwłaszcza na zdjęciach mieszkań, wystawianych na sprzedaż przez agencje nieruchomości. Im wyższa cena mieszkania, tym lepsze fotki dołączone do oferty. Zdjęcia robione są wówczas przez profesjonalnych fotografów którzy dobrze wiedzą, z jakiej perspektywy i przy jakim świetle pomieszczenie prezentuje się najlepiej. Przykład? Mieszkanie przy ul. Molokągwy na warszawskim Ursynowie . Do oferty dołączonych jest aż 10 różnych zdjęć, ten sam salon możemy zobaczyć w kilku ujęciach z różnych perspektyw. Fotografowany z góry robi wrażenie przestrzennego, optycznie powiększa go też fakt, że w tle widać kolejne pomieszczenie. Za to już zdjęcie jadalni zrobione jest od dołu co sprawia, że okna wydają się jeszcze większe. Całość zachęca do kupna i robi profesjonalne wrażenie. Ale już inna ursynowska oferta mieszkania przy ul. Ekologicznej, choć również bogato ilustrowana () wypada na fotografiach trochę gorzej. Zdjęcia są ciemne i pokazują zaledwie fragmenty pomieszczeń, podczas gdy w 68 m.kw. lokalu bez kłopotu można znaleźć takie miejsce, z którego da się zrobić ładne zdjęcie całości. Zastanawia też zdjęcie łazienki - choć metraż sugeruje, że nie należy ona do najmniejszych, zdjęcie robione z kąta sprawia, że wydaje się jakbyśmy mieli do czynienia z ciasną klitką.
Nie trudno zauważyć, że za niższymi cenami idą gorsze zdjęcia. W tym przypadku tylko w przy niektórych ofertach obejrzymy profesjonalne, przemyślane ujęcia. Fotki częściej robione są ręką amatora. To błąd, na który pozwalają sobie nie tylko indywidualnie sprzedający ale i niektóre agencje. Błąd, który może sporo kosztować. Bo choć opis mieszkania przy ul. Książkowej na warszawskiej Białołęce jest dość zachęcający, zamieszczone fotografie nie robią dobrego wrażenia. Niewyraźne zdjęcie pokoju pogarsza jeszcze zapalona lampa, która niepotrzebnie znalazła się w kadrze, zła perspektywa nie pozwala ocenić realnych rozmiarów pokoju. To samo w korytarzu - nie widać podłogi a jedynie fragmenty ścian i drzwi przez co wydaje się on ciasny i krótki. Podobnie wyglądają zdjęcia krakowskiego mieszkania przy ul. Na wzgórzach, masa zupełnie zbędnych szczegółów odwracających nasza uwagę od rzeczywistego wyglądu pomieszczeń i odbicia flesza wprowadzają nieprzyjemne wrażenie chaosu.
- Niestety bardzo często to, co widać na zdjęciu nijak ma się do rzeczywistości - potwierdza Ewa Kos, dekoratorka wnętrz z Łodzi - Pół biedy jeśli tylko fotki są zlej jakości, a mieszkanie robi wrażenie. Gorzej z przemyślanymi zdjęciami pełnymi trików, które mają nas zachęcić do kupna: wystarczy szerokokątny obiektyw albo zdjęcie z robione z dołu, rozproszone ciepłe światło w różnych punktach pomieszczenia, ładne meble ustawione rzędem pod jedną ścianą albo fragment okna w kadrze, a nawet rudera wygląda lepiej. To trochę tak, jak z katalogami biur podróży, gdzie nawet trzy gwiazdkowy hotel wygląda jak Hilton...- uprzedza.
źródło: gazeta.pl
Mieszkaniowe widmo
Jolanta Nowak, Metro2008-01-25, ostatnia aktualizacja 2008-01-25 14:13
Kawalerka jak z bajki: spora i tania! Nic, tylko kupić. Łapię za słuchawkę, ale, niestety, okazuje się, że ktoś był szybszy. Oferta na to mieszkanie jest nieaktualna. - Ono po prostu nie istnieje - oznajmia do bólu szczery pośrednik nieruchomości
Przez ponad tydzień podążałam tropem ogłoszeń mieszkaniowych. Kryterium była cena: nieprzekraczająca 250 tys. zł. Poszukiwanie jednopokojowego M zakończyło się klapą.
Wirtualny byt
W ogłoszeniach prasowych aż roi się od lokali istniejących jedynie na papierze. Na początek dałam się złapać na ciekawie brzmiącą ofertę: 24,5 m kw. za 220 tys. na Woli, po remoncie. Zadzwoniłam i - nieaktualne. - Ale jeśli szuka pani lokum, możemy wysłać inne propozycje - słyszę w słuchawce. No więc podaję adres mailowy i czekam. Pod koniec dnia dostaję trzy propozycje mieszkania do kupienia i zamieszkania od zaraz! Każde nie przekracza 30 m kw. powierzchni - jak chciałam - tylko cena nie taka niska. Wszystkie przekraczają magiczny próg 300 tys. zł. Za pierwszym razem pomyślałam: przypadek, ktoś uwinął się z kupnem przede mną. Ale jeżeli nie mogłam zobaczyć dziesiątego supermieszkania, to sprawa jest oczywista: coś nie gra. Dzwonię do agencji nieruchomości i mówię żartobliwie, aby nie wystraszyć oskarżeniami rozmówcy: oj, to mieszkanie chyba nie istnieje. - Proszę pani, jest zastój na rynku i staramy się jakoś zachęcić klienta - mówi doradca rynku nieruchomości, zaznaczając, że tej rozmowy - podobnie jak M - w ogóle nie było. Inni ignorowali pytanie albo zaprzeczali nerwowo.
Atrakcyjne oferty mieszkaniowe łowiłam także w sieci, wysyłając e-maile z prośbą o szczegółowy opis. Z reguły odpowiedzi brzmiały: sprzedane, przesyłamy inne propozycje lub informacji zwrotnej w ogóle nie było. Co ciekawe, nieistniejąca oferta wcale nie znikała z listy mieszkań do sprzedaży. Po kilku dniach dalej wyświetlała się w czołówce poszukiwanych przeze mnie mieszkań.
Czym jest lokum widmo?
Wyróżnia się ceną na tle listy mieszkań, która tworzy się w sieci na podstawie zaznaczonych kryteriów wyszukiwania. Oprócz konkurencyjnej ceny ma też inny szczegół, który zachęca do wykręcenia telefonu do agencji. Zwykle to większy metraż, nowe okna czy parkiet na podłodze. Taka oferta zawsze jest już nieaktualna.
Kontrola wiarygodności ofert w portalach internetowych jest trudna. - Staramy się na bieżąco kontrolować nasz serwis. Jeżeli widzimy mieszkanie, które odstaje cenowo od rynku, dzwonimy do agencji i pytamy o nie. Zdarzyło nam się usunąć kilka fałszywych ogłoszeń - przyznaje Marta Kosińska z portalu nieruchomościowego Szybko.pl. - Co więcej, zlikwidowaliśmy kilku trefnych pośredników, którzy np. kazali sobie płacić za podanie adresu nieruchomości. Klienci muszą liczyć na swój zdrowy rozsądek i nie wierzyć w bajki - dodaje.
|