nieruchomosci

Satellite TV for PC | Pila Wiadomosci, ogloszenia, forum | Dziennik wydarzenia ogłoszenia | MIDI mp3 testy piosenek
Ogloszenia muzyczne | Moda kosmetyki dla kobiet Przepisy Porady | Sklepy internetowe | Ogloszenia drobne
Website directory Promote Advertising | Lyrics Tabs MIDI Mp3 | Studio Nagran | Shopping | Reklama bannerowa
Dating personals adult | Zespol muzyczny wesela | Google Pay-Per-Click Ads FREE | Work from home
Cheap WEB hosting | Loans Credit Cards | Employment | Free classifieds ads | Free Traffic generator
Poezja Literatura | Internet marketing | Business Opportunity 

Home / nieruchomosci wloclawek

Więcej w temacie:
nieruchomosci wloclawek

pkp nieruchomosci
sprzedaz nieruchomosci
mieszkania
biura
nieruchomosci bielsko biala
Podobne strony
zakopane
analiza rynku nieruchomosci
podzial nieruchomosci
ogloszenia nieruchomosci
fundusz nieruchomosci
nieruchomosci walbrzych
nieruchomosci dolnoslaskie
nieruchomosci sprzedam
agencja nieruchomosci warszawa
sprzedam mieszkanie
Podobne serwisy w temacie:

nieruchomosci wloclawek




W tym roku ceny mieszkań w największych polskich miastach ustabilizują się - wynika z raportu Money Expert. Eksperci przewidują, że rosnąć mogą natomiast ceny w mniejszych miastach, liczących 100-500 tys. mieszkańców. 

Raport przygotowano wspólnie z dr Marcinem Gruszczyńskim z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Autorzy opracowania podkreślili, że ten rok będzie okresem stabilizacji cen na rynku nieruchomości. Ich zdaniem, chociaż nadal ceny pozostają na wysokim poziomie, to w przypadku mieszkań w blokach z wielkiej płyty mogą spadać.

Jak wskazali specjaliści, rok 2007 był wyjątkowy nie tyle "ze względu na gwałtowny wzrost cen i bicie kolejnych rekordów, ile na oczekiwanie czy nawet niepokój o to, jak sytuacja na rynku nieruchomości będzie kształtowała się w najbliższej przyszłości".

Uważają oni, że czasy, gdy deweloperzy sprzedawali 70-80 proc. czy nawet 90 proc. mieszkań przed rozpoczęciem budowy, za każdą cenę, odeszły definitywnie w przeszłość.

W minionych latach boom na rynku nieruchomości dotyczył głównie największych aglomeracji - Warszawy, Krakowa, Poznania, Łodzi, Wrocławia oraz Trójmiasta. Na te miasta przypadało ok. 80 proc. oddawanych do użytku mieszkań.

Jak podkreślają eksperci, od kilku miesięcy pojawia się ożywienie na rynku nieruchomości w mniejszych miastach, m.in. w Kołobrzegu, Lublinie, Koszalinie czy Toruniu. Osobom, które zakup nieruchomości traktują jako lokatę kapitału, specjaliści sugerują inwestycje właśnie w takich miastach.

Powody wzrostu cen nieruchomości - zdaniem specjalistów - to mała podaż nowych mieszkań: co roku powstaje ich średnio ok. 115 tys. Po stronie popytu jako ważny czynnik wzrostu poziomu cen podali pojawienie się dużej liczby krajowych klientów finansowanych kredytem oraz międzynarodowych spekulantów, kuszonych perspektywą wzrostu cen, jaki obserwowali w Hiszpanii czy Irlandii po akcesji do UE.

"Polska porównywana jest czasem z Hiszpanią. Tam szaleństwo cenowe trwało do około 5 lat po akcesji; ceny mieszkań właściwie się podwoiły, a następnie spadły o kilka procent" - wyjaśnił Gruszczyński. "Dopiero po siedmioletniej przerwie kontynuowały marsz w górę" - dodał.

Zrównoważenie rynku potwierdzają m.in. spadki cen transakcyjnych (po jakich faktycznie dokonywane są transakcje) wobec cen ofertowych. W grudniu ub.r. odnotowano ich redukcję o ok. 10 proc., podczas gdy we wrześniu obniżane były przeciętnie o 5-7 proc. - czytamy w raporcie.

Zdaniem specjalistów, w 2008 r. będzie następować dalsze rozwarstwienie cen nieruchomości z tzw. lepszych i gorszych dzielnic, a także tych z rynku pierwotnego i wtórnego.



Drogie mieszkania to wina dziennikarzy!
Marek Wielgo2008-01-27, ostatnia aktualizacja 2008-01-27 19:48 

To nie żart. Wystarczy poczytać fora internetowe (choćby w portalu Gazeta.pl), by przekonać się, jak wiele jest osób, które winią właśnie media za lawinowy wzrost cen mieszkań, a ostatnio za ich spadek. 

Za to pierwsze najwięcej obrywa się "Gazecie". Faktem jest, że już na rok przed przystąpieniem Polski do UE zachęcaliśmy do kupowania mieszkań. Do dziś internauci wypominają nam tytuł jednego z artykułów - "Kupuj teraz! Taniej nie będzie!" A przecież - jak mawiał były premier Jarosław Kaczyński - to "oczywista oczywistość", że gdy tanieją kredyty i gospodarka nabiera rozpędu, a w efekcie maleje bezrobocie i rosną dochody, popyt na mieszkania rośnie. I niestety, rosną też ich ceny.

Problem w tym, że chyba nikt nie przewidział aż tak dużego, bo sięgającego nawet 80 proc. w skali roku, tempa tego wzrostu. Czy dziennikarze przyłożyli do tego rękę? Owszem, powtarzali za analitykami, że średnie ceny mieszkań w największych aglomeracjach rosną z miesiąca na miesiąc, co mogło dodatkowo podgrzać rynek. Jednak ten rozgrzałby się do czerwoności i bez tego typu publikacji. Paliwem były rekordowo tanie kredyty. A ponieważ w Polsce jest olbrzymi głód mieszkań, a równocześnie dziesiątki barier biurokratycznych hamują szybki wzrost ich podaży, lawinowy wzrost cen był nieunikniony.

Obecna sytuacja jest diametralnie inna. Od kilku miesięcy deweloperom gorzej idzie sprzedaż mieszkań, co część analityków zinterpretowała jako zapowiedź załamania rynku i radykalnego spadku cen. Przeważają jednak ci, którzy twierdzą, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny, bo nasza gospodarka wciąż szybko się rozwija (nadal spada bezrobocie i rosną zarobki). Polaków nie zniechęci do kupowania mieszkań niewielki wzrost oprocentowania kredytów. To, że wielu wstrzymało się z decyzją o zakupie mieszkania, ma więc podłoże psychologiczne. Ludzie ci liczą bowiem na spadek cen.

Wygląda więc na to, że przyszłość rynku rzeczywiście może zależeć od tego, którym analitykom uwierzą dziennikarze. Jak stwierdził jeden z internautów: "Jeśli będą pisali, że ceny spadną, to będą spadać". Ostatnio przeważają jednak publikacje zachęcające do kupowania mieszkań. "Gazeta" informowała, że w największych miastach zacznie przybywać tańszych mieszkań, co nie znaczy, że firmy deweloperskie radykalnie obniżą ceny już budowanych.

Także eksperci cytowani przez "Dziennik" radzą, "żeby z zakupem atrakcyjnych mieszkań nie zwlekać". Z kolei "Rzeczpospolita" stwierdziła bez ogródek: "Mieszkania tańsze już nie będą", a "Gazeta Prawna" - że "Mieszkania zdrożeją w 2009, teraz opłaca się kupować".

Niestety, dziennikarze najczęściej opierają swe analizy i opinie na średnich cenach ofertowych, które publikuje kilka serwisów internetowych. Nie dość, że te średnie są często sprzeczne, to na dodatek nie zawsze przedstawiają prawdziwy obraz rynku.

Katarzyna Kuniewicz z firmy doradczej Reas przyznaje, że często wzrost lub spadek indeksów cenowych wynika wyłącznie ze zmiany struktury ofert. Jeśli deweloperzy w jakimś momencie wprowadzą na rynek zdecydowanie większą liczbę tzw. mieszkań popularnych, średnia cena spadnie. Oczywiście to nie oznacza, że mieszkania w danym mieście potaniały. Np. w Łodzi, gdzie podaż nowych mieszkań jest stosunkowo mała, wprowadzenie nawet jednego większego projektu o cenie znacznie odbiegającej od typowej, może spowodować widoczną zmianę indeksów cenowych.

Dlatego portal GazetaDom.pl i Reas już od kilku miesięcy informują, jakich mieszkań jest w ofercie najwięcej. Np. w Warszawie średnia w IV kwartale wynosiła blisko 9 tys. zł za m kw. Tymczasem najwięcej mieszkań było oferowanych w cenie 7-8 tys. zł za metr. Z kolei w Łodzi w trzecim kwartale średnia cena mieszkań na rynku pierwotnym wynosiła 5,9 tys. zł za m kw. Przeważały jednak droższe lokale - po 6-7 tys. zł za metr.

Kuniewicz zauważa, że średnia cena mieszkań będących w danym momencie na rynku (a więc nie znalazły nabywcy) nie obrazuje panującego na nim nastroju. Lepiej oddaje go średnia mieszkań wprowadzonych na rynek. Reas zaczął więc publikować te dane, bo pokazują, w jakiej cenie deweloperzy decydują się zaoferować swój produkt, biorąc pod uwagę aktualną sytuację rynkową. Np. w Łodzi średnia między trzecim a czwartym kwartałem 2007 r. obniżyła się z 5,9 tys. do 5,7 tys. zł za m kw., bo zmieniła się liczba mieszkań w poszczególnych przedziałach cenowych - zwiększył się udział mieszkań tańszych. O tym, że faktycznie mieszkania nie potaniały, może świadczyć fakt, że średnia cena wprowadzonych na rynek w czwartym kwartale były wyższa niż w trzecim.

Najwyższy czas, aby także inne firmy doradcze i portale zaczęły ujawniać tego typu dane. Emocje byłyby wówczas mniejsze, a dziennikarze nie narażaliby się na zarzut, że piszą swoje teksty na zamówienie deweloperów lub pośredników, którym wskutek zastoju dramatycznie spadły obroty.


Źródło: Gazeta Wyborcza






Bądź przezorny i ubezpiecz mieszkanie
mab2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-22 19:02 
Wizyta złodzieja czy rwąca rzeka zalewająca salon mogą przyprawić o ból głowy. Łatwiej przez to przejść z polisą ubezpieczeniową w kieszeni. Dziś "Pieniądze" podpowiadają, na co zwrócić uwagę, ubezpieczając dom lub mieszkanie 

Wojciech Surdziel 
Mieszkanie to często dorobek całego życia, warto je ubezpieczyćNie lubimy się ubezpieczać. Z obowiązku opłacamy OC samochodu, zaś ubezpieczenie mieszkania czy domu odkładamy na później. A przecież nieszczęście może przydarzyć się każdemu. Złodziej czy powódź mogą nas pozbawić dorobku całego życia. Lepiej zawczasu o tym pomyśleć, niż być mądrym po szkodzie.

Ubezpieczyć możemy zarówno nasze mienie, jak i nas samych od odpowiedzialności za wyrządzone innym szkody. Pierwsze przydaje się, gdy padniemy ofiarą kradzieży, włamania czy zdarzeń losowych - np. pożaru, gradobicia, trzęsienia ziemi czy zalania. Drugie, gdy z naszej winy szkodę poniosą inni - np. jeśli nasze dziecko strzeliło gola w okno sąsiada albo gdy pęknięta w łazience rura podtopi mieszkanie sąsiadki. 

Do wyboru mamy ponad 30 towarzystw ubezpieczeniowych, które chętnie ubezpieczą nas od wszystkiego, czego tylko zapragniemy. Jednak wykupywanie polisy od powodzi nie ma sensu, jeśli mieszkamy na dziesiątym piętrze wieżowca. Podobnie jest niewielkie ryzyko wizyty złodzieja w mieszkaniu na strzeżonym osiedlu, z alarmem, roletami i drzwiami antywłamaniowymi. 

Warto więc się zastanowić, co i od czego chcemy ubezpieczyć, no i oczywiście na jaką kwotę. Inne wymagania będzie miał przecież singiel zajmujący samotnie kawalerkę, a inne wielodzietna rodzina mieszkająca w dużym domu. Dlatego żeby za jak najmniejsze pieniądze dostać jak najlepsze ubezpieczenie, musimy określić swoje potrzeby. Do wyboru mamy cały wachlarz polis: od najtańszych i najprostszych jak "ubezpieczenie murów", po pełen pakiet "bezpieczny dom" czy "bezpieczna rodzina", gdzie oprócz zwykłego ubezpieczenia dostaniemy gwarancję fachowej pomocy na różne nieprzewidziane okoliczności.

Czym w takim razie kierować się przy wyborze polisy? Większość odpowie: ceną. To nie do końca prawda. Jej wysokość zależy od wielkości sumy, na jaką chcemy się ubezpieczyć. Im mniejsza, tym niższa składka, ale i mniejsze ewentualne odszkodowanie. Ważne są też: • miejsce zamieszkania (w dużych miastach częściej niż na wsi dochodzi do kradzieży); • wysokość udziału własnego w pokryciu strat; • zakres ochrony (jeśli chcemy ubezpieczyć się od kilku nieszczęść, zapłacimy więcej).

Wiele osób często popełnia ten sam błąd - najpierw zaniżają wartość ubezpieczanego majątku, żeby płacić niższą składkę, a potem po szkodzie płaczą, że dostali zbyt niskie odszkodowanie. Zamiast kombinować, lepiej dowiedzieć się, na jakie zniżki możemy liczyć. Wystarczy przejrzeć oferty ubezpieczycieli. W większości towarzystw zapłacimy mniej jeśli:

• budynek jest monitorowany lub pilnowany przez agencję ochrony;

• zamki i drzwi mają atesty;

• to kolejna polisa u tego samego ubezpieczyciela;

• kupujemy ubezpieczenie w pakiecie, np. OC i AC;

• zapłacimy składkę jednorazowo, a nie w ratach;

• wcześniej nie dotknęła nas żadna szkoda;

Nie ma co jednak liczyć na wielkie upusty, bo poniżej pewnej granicy ubezpieczyciel na pewno nie zejdzie. Z reguły ustala górny limit zniżek. Do tego rabaty nie sumują się przez dodawanie. Dwie zniżki po 10 proc. oznaczają, że zapłacisz 81 proc. ceny wyjściowej, a nie 80 proc. (od ceny polisy odejmujemy najpierw pierwszą 10-proc. zniżkę i dopiero od otrzymanej sumy kolejne 10 proc.).

Nie zdziwcie się jednak jeśli zamiast dużego rabatu towarzystwo nakaże wam jeszcze dopłacić do polisy. Jeśli w domu lub mieszkaniu prowadzimy sklep, nasza składka ubezpieczeniowa będzie wyższa. Tak samo jeśli mamy biuro, w którym po południu i w nocy nikt nie przebywa, a cennych rzeczy jest sporo. Więcej zapłacimy także, jeśli wynajmujemy mieszkanie, bo towarzystwa wychodzą z założenia, że nasi lokatorzy mogą o nie mniej dbać.

Ubezpieczenie mieszkania zwykle wykupuje się na rok. Po tym czasie możemy oczywiście przedłużyć polisę. Nim podpiszemy umowę z towarzystwem, powinniśmy koniecznie przejrzeć ofertę co najmniej kilku towarzystw. Szczególną uwagę zwróćmy na zakres ochrony, czyli za co towarzystwo odpowiada, a za co nie. Są bowiem sytuacje, w których ubezpieczyciel może nam nie wypłacić odszkodowania lub zwrócić tylko część pieniędzy. 

Przykład: jeśli mamy ubezpieczenie od zalania, to towarzystwo wypłaci pieniądze, gdy pęknie rura w mieszkaniu, ale za skutki powodzi już nie. Także zostawienie otwartego okna czy niezamknięcie drzwi na wszystkie zamki ucieszy ubezpieczyciela. Niektóre firmy odmawiają wypłaty odszkodowania także wtedy, gdy nie widać śladów włamania. 

Najwięcej takich haczyków kryje się w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU). To ta mała książeczka zapisana drobnym druczkiem, której najczęściej nie chce nam się czytać. Warto to jednak zrobić, bo gdy wydarzy się szkoda, nie pomogą tłumaczenia, że czegoś nie wiedzieliśmy. 

Nas najbardziej interesuje część wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela. Tam znajdziemy wypunktowane sytuacje, w których towarzystwo umywa ręce. Towarzystwo nie odpowiada m.in. za: • zalanie mieszkania przez przeciekający dach, niedomknięte okna, • pleśń i zagrzybienie, • przemarzanie ścian i przenikanie wód gruntowych, • szkody górnicze, • działania wojenne, rozruchy, ataki terrorystyczne, • straty powstałe z naszej winy, • skoki napięcia w instalacji elektrycznej, chyba że wywoła to pożar, • rzeczy pozostawione na balkonie. 

To i tak jeszcze nie wszystko. Są też przedmioty, za które towarzystwa nie biorą w ogóle odpowiedzialności. Najczęściej są to dzieła sztuki, kolekcje monet czy znaczków. Lepiej więc zawczasu wyjaśnić wszystkie wątpliwości z agentem, który sprzedaje nam polisę, niż później przeżyć niemiłe rozczarowanie.

Uważaj też na limity zapisane w OWU. Dotyczą one z reguły rzeczy, które łatwiej ukraść i które szybciej się starzeją. Przykładowo 50-proc. limit sumy ubezpieczenia za sprzęt elektroniczny oznacza, że choćby złodzieje wynieśli ci tylko telewizor plazmowy o wartości np. 10 tys. zł, to przy sumie ubezpieczenia wynoszącej 15 tys. zł dostaniesz co najwyżej 7,5 tys. zł odszkodowania. Niewiele pieniędzy dostaniemy też za anteny satelitarne oraz ukradzioną gotówkę i obligacje na okaziciela (limit między 5 a 20 proc.). Oczywiście możemy wykupić 100-proc. ochronę ubezpieczeniową, ale za odpowiednio wyższą składkę.