nieruchomosci

Satellite TV for PC | Pila Wiadomosci, ogloszenia, forum | Dziennik wydarzenia ogłoszenia | MIDI mp3 testy piosenek
Ogloszenia muzyczne | Moda kosmetyki dla kobiet Przepisy Porady | Sklepy internetowe | Ogloszenia drobne
Website directory Promote Advertising | Lyrics Tabs MIDI Mp3 | Studio Nagran | Shopping | Reklama bannerowa
Dating personals adult | Zespol muzyczny wesela | Google Pay-Per-Click Ads FREE | Work from home
Cheap WEB hosting | Loans Credit Cards | Employment | Free classifieds ads | Free Traffic generator
Poezja Literatura | Internet marketing | Business Opportunity 

Home / opole

Więcej w temacie:
opole

nieruchomosci legionowo
dzialka
nieruchomosci tarnow
nieruchomosci stalowa wola
nieruchomosci furman
Podobne strony
biuro nieruchomosci szczecin
nieruchomosci na sprzedaz
kredyty mieszkaniowe
biuro nieruchomosci krakow
sprzedam mieszkanie
lokale
podatek od nieruchomosci
nieruchomosci pruszkow
nieruchomosci torun
dom
Podobne serwisy w temacie:

opole




Mieszkaniowe widmo 
Jolanta Nowak, Metro2008-01-25, ostatnia aktualizacja 2008-01-25 14:13 
Kawalerka jak z bajki: spora i tania! Nic, tylko kupić. Łapię za słuchawkę, ale, niestety, okazuje się, że ktoś był szybszy. Oferta na to mieszkanie jest nieaktualna. - Ono po prostu nie istnieje - oznajmia do bólu szczery pośrednik nieruchomości 


Przez ponad tydzień podążałam tropem ogłoszeń mieszkaniowych. Kryterium była cena: nieprzekraczająca 250 tys. zł. Poszukiwanie jednopokojowego M zakończyło się klapą. 

Wirtualny byt 

W ogłoszeniach prasowych aż roi się od lokali istniejących jedynie na papierze. Na początek dałam się złapać na ciekawie brzmiącą ofertę: 24,5 m kw. za 220 tys. na Woli, po remoncie. Zadzwoniłam i - nieaktualne. - Ale jeśli szuka pani lokum, możemy wysłać inne propozycje - słyszę w słuchawce. No więc podaję adres mailowy i czekam. Pod koniec dnia dostaję trzy propozycje mieszkania do kupienia i zamieszkania od zaraz! Każde nie przekracza 30 m kw. powierzchni - jak chciałam - tylko cena nie taka niska. Wszystkie przekraczają magiczny próg 300 tys. zł. Za pierwszym razem pomyślałam: przypadek, ktoś uwinął się z kupnem przede mną. Ale jeżeli nie mogłam zobaczyć dziesiątego supermieszkania, to sprawa jest oczywista: coś nie gra. Dzwonię do agencji nieruchomości i mówię żartobliwie, aby nie wystraszyć oskarżeniami rozmówcy: oj, to mieszkanie chyba nie istnieje. - Proszę pani, jest zastój na rynku i staramy się jakoś zachęcić klienta - mówi doradca rynku nieruchomości, zaznaczając, że tej rozmowy - podobnie jak M - w ogóle nie było. Inni ignorowali pytanie albo zaprzeczali nerwowo. 

Atrakcyjne oferty mieszkaniowe łowiłam także w sieci, wysyłając e-maile z prośbą o szczegółowy opis. Z reguły odpowiedzi brzmiały: sprzedane, przesyłamy inne propozycje lub informacji zwrotnej w ogóle nie było. Co ciekawe, nieistniejąca oferta wcale nie znikała z listy mieszkań do sprzedaży. Po kilku dniach dalej wyświetlała się w czołówce poszukiwanych przeze mnie mieszkań. 

Czym jest lokum widmo? 

Wyróżnia się ceną na tle listy mieszkań, która tworzy się w sieci na podstawie zaznaczonych kryteriów wyszukiwania. Oprócz konkurencyjnej ceny ma też inny szczegół, który zachęca do wykręcenia telefonu do agencji. Zwykle to większy metraż, nowe okna czy parkiet na podłodze. Taka oferta zawsze jest już nieaktualna. 

Kontrola wiarygodności ofert w portalach internetowych jest trudna. - Staramy się na bieżąco kontrolować nasz serwis. Jeżeli widzimy mieszkanie, które odstaje cenowo od rynku, dzwonimy do agencji i pytamy o nie. Zdarzyło nam się usunąć kilka fałszywych ogłoszeń - przyznaje Marta Kosińska z portalu nieruchomościowego Szybko.pl. - Co więcej, zlikwidowaliśmy kilku trefnych pośredników, którzy np. kazali sobie płacić za podanie adresu nieruchomości. Klienci muszą liczyć na swój zdrowy rozsądek i nie wierzyć w bajki - dodaje.



Przestronne pokoje, wielkie okna, idealna okolica? Niekoniecznie. To co zachwyca nas na zdjęciach zamieszczanych przy ofertach sprzedaży mieszkań, w rzeczywistości bywa dalekie od ideału. Na co uważać, oglądając mieszkaniowe fotki i grafiki? 


Chcemy kupić mieszkanie. Przeglądamy gazetowe oferty gdzie sprzedający podaje cenę, lokalizację a czasem nawet krótki opis lokalu. Niby wszystko jasne, ale nie do końca. Nie zawsze dajemy wiarę zapewnieniom o "cudownej" okolicy a nawet przy bujnej wyobraźni trudno czasem zobaczyć oczyma duszy "przestronne 30 m.kw" czy "przytulne pokoje" w starej kamienicy, gdzie ściany mają 4 metry wysokości więc pomieszczeniom do przytulności daleko. Z pewnością pomogłoby zdjęcie, na podstawie którego nabralibyśmy przynajmniej ogólnego pojęcia o naszym wymarzonym M, ale w gazetowych ogłoszeniach drobnych nie ma na to miejsca. Jest za to w internecie. Od kilku lat skwapliwie wykorzystują tę możliwość zarówno indywidualni posiadacze mieszkań na sprzedaż jak i agencje obrotu nieruchomościami. Korzystają z tego potencjalni kupcy. W każdej mieszkaniowej wyszukiwarce istnieje opcja "tylko ze zdjęciem". Zaznaczając ją można przebierać w bogato ilustrowanych ofertach. 

I dobrze, w końcu nikt nie chce kota w worku. Tylko jak zorientować się na ile dana fotka odzwierciedla rzeczywistość? Czy salon rzeczywiście jest tak ogromny a całość tak jasna? A może mieszkanie specjalnie do zdjęcia zostało odświeżone, odkurzone i w ogóle "podrasowane"? 

- Zarówno agencji sprzedaży nieruchomości jak i właściciele, którzy chcą sprzedać lokal robią wszystko, by wyglądał on jak najlepiej. Nie wystarczy odkurzenie podłóg i umycie okien, by uzyskać jak najlepszą cenę i przekonać potencjalnych nabywców do zakupu. Nierzadko wynajmuje się nawet dekoratora wnętrz, by zajął się pomieszczeniem i szybko doprowadził je do porządku - mówi Danuta Graft, agentka nieruchomości z amerykańskiego odziału Century 21 - Ja nie musze tego robić, bo z wykształcenia jestem plastykiem i jeszcze w Polsce pracowałam w teatrze jako scenograf - śmieje się pani Danuta - Czasem wystarczy naprawdę nie wiele - miły akcent w ciemnym, brudnym kącie, zdjęcie firanek by w pokoju było jaśniej, odpowiednie ustawienie mebli. To wszystko sprawia, że nawet nieciekawe mieszkanie natychmiast wygląda lepiej - dodaje.

Przeglądając internetowe oferty łatwo dostrzec, że również w Polsce do przygotowania mieszkania na sprzedaż podchodzi się z coraz większym profesjonalizmem. Widać to zwłaszcza na zdjęciach mieszkań, wystawianych na sprzedaż przez agencje nieruchomości. Im wyższa cena mieszkania, tym lepsze fotki dołączone do oferty. Zdjęcia robione są wówczas przez profesjonalnych fotografów którzy dobrze wiedzą, z jakiej perspektywy i przy jakim świetle pomieszczenie prezentuje się najlepiej. Przykład? Mieszkanie przy ul. Molokągwy na warszawskim Ursynowie . Do oferty dołączonych jest aż 10 różnych zdjęć, ten sam salon możemy zobaczyć w kilku ujęciach z różnych perspektyw. Fotografowany z góry robi wrażenie przestrzennego, optycznie powiększa go też fakt, że w tle widać kolejne pomieszczenie. Za to już zdjęcie jadalni zrobione jest od dołu co sprawia, że okna wydają się jeszcze większe. Całość zachęca do kupna i robi profesjonalne wrażenie. Ale już inna ursynowska oferta mieszkania przy ul. Ekologicznej, choć również bogato ilustrowana () wypada na fotografiach trochę gorzej. Zdjęcia są ciemne i pokazują zaledwie fragmenty pomieszczeń, podczas gdy w 68 m.kw. lokalu bez kłopotu można znaleźć takie miejsce, z którego da się zrobić ładne zdjęcie całości. Zastanawia też zdjęcie łazienki - choć metraż sugeruje, że nie należy ona do najmniejszych, zdjęcie robione z kąta sprawia, że wydaje się jakbyśmy mieli do czynienia z ciasną klitką.

Nie trudno zauważyć, że za niższymi cenami idą gorsze zdjęcia. W tym przypadku tylko w przy niektórych ofertach obejrzymy profesjonalne, przemyślane ujęcia. Fotki częściej robione są ręką amatora. To błąd, na który pozwalają sobie nie tylko indywidualnie sprzedający ale i niektóre agencje. Błąd, który może sporo kosztować. Bo choć opis mieszkania przy ul. Książkowej na warszawskiej Białołęce jest dość zachęcający, zamieszczone fotografie nie robią dobrego wrażenia. Niewyraźne zdjęcie pokoju pogarsza jeszcze zapalona lampa, która niepotrzebnie znalazła się w kadrze, zła perspektywa nie pozwala ocenić realnych rozmiarów pokoju. To samo w korytarzu - nie widać podłogi a jedynie fragmenty ścian i drzwi przez co wydaje się on ciasny i krótki. Podobnie wyglądają zdjęcia krakowskiego mieszkania przy ul. Na wzgórzach, masa zupełnie zbędnych szczegółów odwracających nasza uwagę od rzeczywistego wyglądu pomieszczeń i odbicia flesza wprowadzają nieprzyjemne wrażenie chaosu.

- Niestety bardzo często to, co widać na zdjęciu nijak ma się do rzeczywistości - potwierdza Ewa Kos, dekoratorka wnętrz z Łodzi - Pół biedy jeśli tylko fotki są zlej jakości, a mieszkanie robi wrażenie. Gorzej z przemyślanymi zdjęciami pełnymi trików, które mają nas zachęcić do kupna: wystarczy szerokokątny obiektyw albo zdjęcie z robione z dołu, rozproszone ciepłe światło w różnych punktach pomieszczenia, ładne meble ustawione rzędem pod jedną ścianą albo fragment okna w kadrze, a nawet rudera wygląda lepiej. To trochę tak, jak z katalogami biur podróży, gdzie nawet trzy gwiazdkowy hotel wygląda jak Hilton...- uprzedza. 

źródło: gazeta.pl



Sprzedaż tylko z certyfikatem
Jolanta Nowak2008-01-29, ostatnia aktualizacja 2008-01-29 16:52 
Przed spółdzielniami, zarządcami i właścicielami domów stoi nowe wyzwanie. Muszą zdobyć certyfikaty energetyczne dla nieruchomości. A to nie lada kłopot, bo nie ma kto ich wystawiać 


Chcesz kupić mieszkanie lub dom? Przeszukaj nasze oferty Chcesz sprzedać mieszkanie? Dodaj ogłoszenie w naszym serwisie 

Zgodnie z przepisami nowelizującymi prawo budowlane za kilka miesięcy na polskich blokowiskach, osiedlach domków jednorodzinnych i w kamienicach powinna pojawić się rzesza audytorów. Zadaniem specjalistów - w myśl przepisów - byłoby zbadanie stanu budynku pod kątem jego szczelności, a potem wydanie certyfikatu energetycznego budynku. Najprawdopodobniej tak się nie stanie. Bo choć wprowadzono powinność posiadania dokumentów, nie ma specjalistów, którzy by je wydali. Brakuje też rozporządzeń wykonawczych.

Bez certyfikatu cena spada 

Jeśli dosłownie interpretować treść przepisów, taka sytuacja może sparaliżować rynek nieruchomości. Bez wystawionego przez rzeczoznawcę świadectwa określającego poziom zużycia energii notariusz - poczynając od 1 stycznia 2009 roku - nie będzie mógł bowiem sporządzić aktu sprzedaży mieszkania czy domu. Bez niego nie będzie też można wynająć lokalu. Specjaliści jednak widzą lukę w interpretacji. - Ustawa mówi, że obiekt, który wchodzi do obrotu: jest z rynku pierwotnego, wtórnego, do najmu czy kupna, powinien - co nie znaczy musi - posiadać certyfikat - wyjaśnia Janusz Schmidt, rzecznik prasowy Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. - Jednak rozsądny klient wiedząc o istnieniu takiego dokumentu, będzie go wymagał. Jeśli właściciel nie będzie go miał, kupujący będzie zbijał cenę - dodaje. 

Z wagi dokumentu zdają sobie sprawę niektórzy deweloperzy i myślą o wprowadzeniu energetycznych rozwiązań w planowanych inwestycjach. 

Audytorów od zaraz 

Obowiązek zdobycia dokumentu będzie spoczywał na spółdzielniach, zarządcach, wspólnotach i właścicielach prywatnych domów. Według szacunków Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości w 2009 roku konieczne będzie wystawienie ok. 1 mln certyfikatów. Kto będzie kontrolował budynki? Specjaliści z wyższym wykształceniem, po dwusemestralnej szkole policealnej lub kursie zakończonym egzaminem. Z urzędu pozwolenie na wykonywanie zawodu dostaną jedynie inżynierowie budowlani z odpowiednią specjalizacją. Audytorzy muszą wykazywać się wiedzą o materiałach budowlanych, posiadać umiejętność czytania projektów budynków i obsługiwania urządzeń pomiarowych. - Czas nagli, a specjalistów brak. Aby ich wykształcić, potrzeba co najmniej sześciu miesięcy - mówi rzecznik PFRN. Z trudnej sytuacji zdają sobie sprawę także władze. - Przyjęcie w Polsce metodologii obliczania charakterystyki energetycznej budynku to jeden z najtrudniejszych elementów wdrożenia Dyrektywy 2002/91/WE Unii Europejskiej w sprawie charakterystyki energetycznej budownictwa - stwierdziła podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa podczas konferencji "Świadectwa Energetyczne".